6. #szczęśliwawdzięczność

Rozmawiałam w minionym tygodniu z moimi dziećmi o sile modlitwy. Pytały dlaczego wydaje się nam czasami, że Bóg nie wysłuchuje naszych próśb, a wręcz mamy wrażenie, że wydarzenia w naszym życiu pogarszają się pomimo rozmów z Bogiem. Wreszcie dociekały też o teodyceę, której nie potrafiły jeszcze nazwać, ale przykłady mnożyły bez problemu. Próbowałam tłumaczyć im, że nie zawsze widzimy od razu sens Bożego działania, że nieszczęścia, które widzimy dziś, jutro mogą okazać się największą radością. Odwoływałam się do sensowności zła, dopuszczanego przez Boga, by potem mógł wyciągnąć z niego jeszcze większe dobro. Przywoływałam przykłady z życia świętych, którzy nie poddawali się w modlitwach i mimo przeciwności, mimo, że nie rozumieli Bożych zamysłów ufali Bogu.
I jaka była puenta naszych rozważań? Wniosek, który uczniowie sami sformułowali po kilkunastu minutach dyskusji, był dziecinnie prosty: „…bo my, proszę pani, chyba za dużo czasami prosimy i wymagamy od Pana Boga, a za mało dziękujemy za to, co już mamy.”

Eureka! Wdzięczność jest tym kluczem, wytrychem do rozumienia Boga, Jego działania w naszym życiu, a więc także napotykanych ludzi, którzy przecież są Jego narzędziami. Oczywiście, inni mają więcej, lepiej, szczęśliwiej – jest w nas pokusa, by tak usprawiedliwiać niewdzięczność.
„Z braku rodzi się lepsze…” – niemalże równo dwa lata temu usłyszałam te słowa z ust ks. Piotra Pawlukiewicza. I to nie oznacza, że muszę coś stracić, by było lepiej, że musi mi być wszystko odebrane. Ale jeśli uświadomię sobie swoje braki, to na ich tle lepiej będę mogła dostrzec to, co dobre, piękne i lepsze – to, za co Bogu powinnam podziękować. Szczęście to nie znaczy dużo mieć, ale być wdzięcznym za to, co się posiada i przeżywa.

Jeśli więc następnym razem będziesz myślał o tym czemu Bóg nie wysłuchał Twoich próśb, zastanów się najpierw czy zdążyłeś Mu podziękować za to, czym do tej pory Cię obdarował.

Za każdy dar łaski bądź wdzięczny, a większego staniesz się godny, bo wdzięczność za otrzymane łaski jest modlitwą o nowe.
Jeżeli nie dziękujesz, Bóg staje się skąpy. 

/św. Józef Sebastian Pelczar/

3. #idealnieniedoskonały

Kiedy rozpoczynałam pracę w szkole byłam przerażona. Teraz każdy początek roku przynosi ze sobą dozę niepokoju, twórczego niepokoju. Ale dlaczego? Przecież kocham swoją pracę. Właśnie dlatego.

Stanęłam po raz pierwszy przed dziećmi i zastygłam w kilkusekundowym zamyśleniu: „co mam robić? co mam mówić?” Poczułam ogrom odpowiedzialności, którą muszę unieść, bo przecież mówię do tych dzieci o Bogu(!). Niejednokrotnie jestem pierwszą osobą, która mówi im kim jest Jezus i jak Jego życie zmieniło naszą historię. Być może lekcja religii jest początkiem ich przyjaźni z Bogiem. Jak tego nie zepsuć? I nie pomagała wcale świadomość swoich słabości i wątpliwości. Chyba tylko ignorant nie uświadamia sobie jak wiele jest w nim braków i nieumiejętności, które nie mogą stanąć na drodze do katechizowania. Pozytywne nastawienie, miłość do Boga i ludzi to jedno, ale co zrobić, gdy padają trudne pytania albo w młodych umysłach kłębi się niezrozumienie tematu. Przecież ja – jak mówił ks. Oko – wiem coś o wszystkim, ale absolutnie nie wiem wszystkiego.

Po niemalże całym roku zadawania sobie pytań o to czy jestem właściwym człowiekiem na właściwym miejscu, z odpowiedzią pospieszył mi ks. Artur Ważny (Dyrektor Wydziału ds. Nowej Ewangelizacji), który podczas rekolekcji przywołał fragment z Ewangelii wg świętego Marka. Dwa następujące po sobie zdania, które pokazują, że nawet Apostołowie nie byli doskonali, że nie wszystko rozumieli i zdarzało im się wątpić. Jednak ich ułomności nie były dostatecznym powodem, by nie dostali nakazu głoszenia Ewangelii na całym świecie, wszystkim napotkanym ludziom. Te dwa zdania są ostatnimi wypowiedzianymi przez Jezusa przed wniebowstąpieniem, później już tylko „Pan współdziałał z nimi i potwierdził naukę znakami” (Mk 16, 20). Dwa zdania, które sprawiły, że to, co kiedyś mnie przytłaczało, dziś daje mi siłę napędową do nauczania, do ewangelizacji.

Zaczynamy nowy rok szkolny i chciałabym żeby w każdych wątpliwościach towarzyszyło mi (Wam też) to nieprzypadkowe następstwo zdań:
W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał im brak wiary i upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego. I rzekł do nich: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16, 14-15)