8. #dobrapamięć

Jako pani od religii bywam też czasami panią od sztandaru. Mam bowiem zaszczyt opiekować się szkolnym sztandarem i uczestniczyć dzięki temu w licznych obchodach uroczystości państwowych i miejskich, przypominających najważniejsze wydarzenia z historii Polski.

Tak często słyszymy zdanie: „Piękną i zaszczytną rzeczą jest umrzeć za ojczyznę”. Jednakże trudniej jest niekiedy żyć dla ojczyzny. Można w odruchu bohaterskim oddać swoje życie na polu walki, ale to trwa krótko. Większym niekiedy bohaterstwem jest żyć, trwać, wytrzymać całe lata. /kard. S. Wyszyński/

Uczestnicząc we wspomnianych obchodach świąt narodowych zauważam od lat pewną prawidłowość, jedna rzecz jest niezmienna i łączy te wszystkie dni. Bez względu na oprawę, pogodę i rangę wydarzenia, bez względu na wykonywaną profesję, osoby, które im przewodzą, przypominają i powtarzają wyhaftowaną na sztandarach i wyrytą na nagrobkach dewizę Wojska Polskiego: „Bóg, Honor, Ojczyzna” (co tłumaczy się: Ojczyźnie wszystko, prócz miłości Boga najwyższego i Honoru). Te trzy słowa stanowią esencję patriotyzmu w wydaniu polskim, ale też ogólnoświatowym, a więc uniwersalnym.

Bóg – nie bez powodu zajmuje tu pierwsze miejsce. Wiara jest najobfitszym źródłem wartości regulujących życie społeczne i polityczne. To wiara i religijność wzmacniają rolę prawa naturalnego, które dotyczy każdego człowieka na świecie. Bóg i Jego przykazania są drogowskazami, które prowadzą ścieżką wąską i nie zawsze łatwą, ale bezpieczną i zapewniającą najpiękniejsze przeżycia i widoki na trasie życia.

Honor – świadomość własnej godności i pochodzenia mimowolnie porusza nas do obrony wartości i do reagowania, gdy ktoś je bezkarnie neguje czy wyśmiewa. Honor jest dobrem, do którego dąży cnota, jedna z najbardziej dziś zapomnianych – wielkoduszność. A przecież kodeks honorowy, o ile ściśle byłby przestrzegany, mógłby pięknie uzupełniać prawo naturalne.

Ojczyzna – ta duża i mała, kraj i region to miejsca, z których wyrósł każdy z nas i skąd czerpiemy tożsamość i siłę. Ojczyzna to ten kraj, który kochać można żyjąc w nim i będąc oddalonym tysiące kilometrów. Do niej tęsknili wygnani i za nią umierali, ci którzy w jej obronie walczyli. Ojczyźnie należy się wszelka miłość, oddanie i poświęcenie, z zachowaniem wiary w Boga i honoru.

Jednak dopiero te trzy wartości złączone w jedną myśl dają nam broń, jakiej żaden człowiek na świecie nie jest w stanie wyprodukować. To tarcza zwana patriotyzmem – duma z tego kim jestem i przekonanie, że posługuję się w życiu nadrzędną zasadą miłości bliźniego. Niezrozumiałe jest dla mnie negowanie i pomniejszanie tychże wartości, wstydzenie się ich czy wyszydzanie. Tym bardziej niepojęte jest, że niejednokrotnie wychowawcy i opiekunowie młodych osób milczą na temat patriotyzmu. Mówi się, że patriotyzm to obowiązek, podkreślałabym jednak, że to także przywilej – ogromne dobro, głębokie uczucie, do którego nie można nikogo przymusić, ale można go nauczyć. A uczyć najskuteczniej jest przykładem. Nasza obecność na uroczystościach patriotycznych i skorelowana z nią wiedza o historii i teraźniejszości naszego kraju to największy prezent jaki możemy włożyć w serca i umysły naszych wychowanków.

4. #niezagadajDobra

Nauczyciele kojarzą się z tym, że dużo mówią i faktycznie ich życie opiera się na ciągłych monologach, dyskusjach i rozmowach. Proces nauczania jest bezsprzecznie sprzężony z mową, ze słowem. I nikt nie wyobraża sobie, że mogłoby być inaczej.  Wiedzą o tym najlepiej osoby, które z powodu chociażby infekcji doświadczyły nadwyrężenia głosu lub nawet go straciły. Wówczas praca nauczyciela staje się niesamowicie utrudniona, a wręcz niemożliwa. Komunikaty pisane na tablicy nie zawsze spotykają się z zamierzonym efektem.

Inaczej sprawa się miewa jeśli chodzi o nauczycieli religii – katechetów. Papież Franciszek zachęcał: „Nieustannie ewangelizujcie, jeśli trzeba, słowami”. A zatem jako nauczyciel religii muszę/powinnam ŻYĆ, a dopiero w drugiej kolejności mówić. Od starożytności wiadomo, że słowa uczą, ale to przykłady pociągają. Mogę pięknie mówić o Jezusie i być tytułowanym teologiem, ale jeśli nie potrafię żyć Jezusem, to próżne moje mówienie. Mogę przekazać wiedzę katechizmową i zasady funkcjonowania Kościoła, ale na suchym przekazie nie zbuduję fundamentów niczyjej wiary, ani jej nie rozwinę. Za to jest prawdopodobne, że wśród moich odbiorców zostawię obraz religii chrześcijańskiej jako połączenia kazuistyki i skansenu rytów liturgicznych.
Ewangelizować oznacza być w Kościele i żyć tym, co w tym Kościele się dzieje. Ewangelizować to znaczy postawić Boga w centrum swojego działania i nie przegadać Go. Ewangelizować wreszcie to być pozytywnym, otwartym człowiekiem, który na pytanie: „hej, skąd u ciebie tyle energii?” może odpowiedzieć: „bo jestem chrześcijaninem”.

Istnieje jednak pewne niebezpieczeństwo – zatracenia ortodoksyjnej nauki Kościoła. Ważne jest, by to nasze życie było faktycznie Boże i nieskażone własnym wyobrażeniem na temat właściwej drogi do zbawienia. Co więcej to istotne, by ewangelizowanie poprzez życie było pewnego rodzaju „czystą formą”, bez kliszy naszych przyzwyczajeń i osobistych form pobożności. Nie jest naszym zadaniem – jak mówi ksiądz Piotr Tomasik, UKSW – pokazywanie uczniom/innym ludziom kapliczki własnej duchowości, ale raczej, gdy pytają, wskazywanie im, że naszym prawdziwym mieszkaniem jest Kościół.

To wszystko nie dotyczy jednak tylko osób ewangelizujących, ale wszystkich, którzy chcą robić Dobro, tak, by najpierw byli wzorem do naśladowania, a dopiero w drugiej kolejności mówcą – jak Jezus. (Bierzmy przykład z Najlepszych!)

Jezus zaś, odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: «Czego szukacie?» Oni powiedzieli do Niego: «Rabbi! – to znaczy: Nauczycielu – gdzie mieszkasz?» Odpowiedział im: «Chodźcie, a zobaczycie».
Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. 
(J 1, 38-39)