kim jestem?

Pani od religii. Czemu nie „katechetka”? Nie tylko dlatego, że za „katechetką” idzie szereg stereotypów. Słyszeliście pewnie o szarym golfie, długiej spódnicy i oazie. Nic do mnie nie pasuje. Ale to są tylko opinie powtarzane z pokolenia na pokolenie, z którymi można i trzeba walczyć, ale oprócz tego jest pewien wymiar techniczny tego sformułowania, o wiele istotniejszy, a pomijany w dyskusjach.
Katechezę musi poprzedzać kerygmat, który jest pierwszym głoszeniem Dobrej Nowiny, przepowiadaniem osoby Jezusa Chrystusa, budzącym wiarę. Po nim następuje katecheza. Nie można, a przynajmniej ciężko jest katechizować tych, którzy z Żywym Bogiem jeszcze się nie spotkali, którzy jeszcze nie doświadczyli tej pierwszej nauki. Z drugiej strony w warunkach szkolnych katecheza „sensu stricte” jest bardzo ciężka do przeprowadzenia, nie tylko z uwagi na różnorodność grupy, ale także z powodu czasu i ograniczeń organizacyjnych. Nie, nie chcę, żeby to zabrzmiało jak: „nie da się nic zrobić, więc nie róbmy nic”. Jestem zagorzałym przeciwnikiem defetyzmu i szukam w największych ciemnościach promyka nadziei i dlatego właśnie lubię mówić, że uczę religii (nota bene przecież taki przedmiot widnieje na świadectwach szkolnych).

Bycie nauczycielem religii daje szerokie możliwości nie tylko katechizowania, ale też głoszenia kerygmatu i ewangelizacji, a także pozwala zostać w ramach organizacji jaką jest szkoła, a więc przekazywać konkretną teologiczną wiedzę, wystawiać oceny i promować uczniów.

„Pani od religii” – tak wołają za mną na korytarzu moje pierwszaki. Na ten okrzyk odwracam się na ulicy. „Pani od religii” to już moje drugie „ja”… a może pierwsze?

Uczenie jest moją pasją, choć jako dziewczynka nie bawiłam się w szkołę, nie uczyłam swoich lalek pisać, a kolegów z ulicy nie zadręczałam sprawdzianami. Jako dorosła (dojrzała) osoba podjęłam decyzję, że chcę iść na studia z przygotowaniem pedagogicznym, a po kilku bitwach stoczonych w głowie i sercu podjęłam decyzję, że tymi studiami będzie właśnie teologia. I nawet dysproporcja między racjonalnymi przeciw, a wewnętrznymi za mnie nie przestraszyła.

Robię to, co kocham. I chcę się tym podzielić z Wami.

PS W moim pisaniu będzie pojawiać się niejednokrotnie hasztag „paniodrerigii”, bo pięcio- i sześciolatki lubią sobie „ułatwiać” w mowie… i piśmie też.